nie psują wątroby

Konfitura jakich mało

Konfitura jakich mało

Połowa lipca. Tato wczoraj kupił śliwki. Serio, uwielbiam je, ale śliwki to dla mnie jesień. Topię je w biszkopcie i zamykam w piekarniku. Muszę się spieszyć, żeby nie wystraszyć lata i nawarzyć dosłownie rzutem na taśmę jeszcze więcej dżemu z truskawek.

My na podlaskiej wsi. Chłopak mówi, żebym napisała, że pogoda w kratkę. To piszę. Od siebie dodam, że nie pokrzyżowała nam przetworowych planów.

Truskawki przesmażyłam z cukrem, cytryną i ekstraktem z wanilii. Cytrynę dodaję, żeby dżem nie ściemniał podczas warzenia, a ekstrakt z prawdziwej wanilii na spirytusie, żeby nadawał dżemowi tę wyjątkową „nutę”. Laska wanilii oczywiście będzie delikatniejsza.

Na kilogram owoców dodałyśmy („śmy”, bo przetwory to wyroby pokoleniowe) 500g cukru, 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii, 1 łyżeczka skórki z cytryny i 2 łyżki soku z cytryny. Niektórzy dodają mniej cukru, ale ja mam zawsze obawy, że taki dżem krócej postoi. Warzę przez 3 dni.

Słoiki i zakrętki dokładnie myję, wyparzam wrzątkiem i dokładnie wycieram. Pakuję do środka dżem, mocno zakręcam. I od razu odstawiam do góry nogami pod przykryciem.
Taki jest nasz truskawkowy dżem. 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *